Daily Archives: 2024/12/17
East Coast I 16-23.11.2024
NOOSA I 16-18.11.2024
Noosa to kurort porównywalny do naszego Sopotu, trochę zbyt dużo ludzi jak dla nas, ale warto tu przyjechać dla przechadzki po Parku Narodowym Noosa, gdzie do wyboru jest kilka tras – my wybraliśmy tę najbardziej popularną wzdłuż wybrzeża. Niestety nie wypatrzyliśmy koali na drzewach, które ponoć urzędują w parku.
Słona rzeka Noosa oferuje wiele atrakcji; rejsy łodziami, motorówkami i wszelkiej maści sporty wodne. Przy nabrzeżu można spotkać wielkiego Pelikana, skonstruowanego na Paradę Wód w 1977 roku. Wypuszczono go nawet raz na wodę, ale popsuł się wtedy biedaczek i trzeba było go długo naprawiać.
Dopytujemy w informacji turystycznej o koale, jednak ostatnio nie widziano ich w okolicy. Są za to kangury, zamieszkujące busz obok miejsca Elen Point i przychodzące tłumnie na lokalny camping.
Podjeżdżamy więc pół godziny od Noosa i zatrzymujemy się przy ścieżkach krajoznawczych. Faktycznie, kangurki sobie hasają wśród drzew skubiąc trawkę, ale płoszą się na nasz widok. Wiemy, ze potrafią być niebezpieczne, szczególnie przy posiadanym młodym potomstwie więc nie podchodzimy zbyt blisko. Z kolei po dojechaniu na camping w Elen Point widzimy całe stada kangurów, które niewiele sobie robią z obecności człowieka. Przyzwyczajone do oglądania turystów zajmują się swoimi sprawami i wyskubują trawniczek przy samych domkach campingowych.
Coffs Harbour I 18-20.11.2024
Opuszczamy Noosę i Gold Cost i ruszamy ponad 500 km na południe do portowego miasta Coffs Harbour.
Wita nas kapryśna pogoda, ale mimo to ocean robi kolosalne wrażenie. Surferom żadna aura niestraszna.
Udaje nam się zobaczyć Big Banana; region nazywany jest czasem Banana Coast i słynie głównie z plantacji bananów, ale także borówek, ziemniaków, ogórków, pomidorów, awokado i orzechów macadamia.
Australia chlubi się swoimi „Big Things”- wielkimi konstrukcjami, a czasem rzeźbami, które są charakterystyczne dla danego miejsca/regionu i z założenia miały przyciągnąć turystów (nazywane „pułapkami na turystów”). Lista Big Things zawiera ponad 1000 pozycji, m.in. figuruje tam: wieki banan, wielka gitara, wielki kapelusz, wielka krowa, wielka krewetka etc.
Idziemy też na walk do Muttonbird Island.
Cala wyspa usiana jest dziurami wyglądającymi niczym nory- są to schronienia ptaków, które nazwano muttonbird z uwagi na smak ich mięsa przypominający baraninę/jagnięcinę. Ptaki migrują na zimę do Azji, potem wracają na wyspę, łączą się w pary i wspólnie wysiadują jaja. Gdy potomstwo podrośnie, znowu zimą odlatują do Azji by potem wrócić do tego samego gniazda w ziemi, które naszykowały sobie przed zimą.
Nelson Bay I 20-23.11.2024
W drodze do Nelson Bay stanęliśmy na spacer w Urunga, gdzie idąc kładką zawieszoną nad wodą można podziwiać jak łączą się rzeki Bellinger i Kalang i wpadają do oceanu. Widać, że to też dobre miejsce dla wędkarzy, o czym świadczą chociażby specjalne stoły do patroszenia ryb.
Zauważyliśmy zarówno w Uranga jak i w innych przybrzeżnych miastach, tabliczki na kamieniach i kładkach nad samym oceanem, świadczące o tym, że wiele osób prochy bliskich oddało oceanowi.
Po dotarciu do Nelson Bay odbyliśmy Tomaree Coastal Walk, który pozwala dostrzec urokliwe położenie miasteczka i otaczających je zatok. Rozkoszowaliśmy się słońcem na dwóch plażach, dzieci pałaszowały fish and chips, a na koniec zobaczyliśmy wydmy, które jednak nie są w stanie doścignąć tych naszych w Łebie.
Wyjeżdżając podjechaliśmy do Rezerwatu Koali, który jest również odpowiedzialny za ratowanie koali z różnych wypadków i prowadzi szpital dla tych uroczych zwierząt.
Bardzo dużo się dowiedzieliśmy o koalach, m.in., że z misiem nie mają nic wspólnego i że należą do torbaczy, takich jak wombat czy kangur.
Koale jedzą przez około 4h dziennie, są aktywne przez godzinę, a resztę czasu przesypiają. Wynika to z faktu, że żywią się liśćmi eukaliptusa (są jedynymi zwierzętami, które trawią toksyny zawarte w liściach) i ich organizm potrzebuje bardzo dużo czasu na strawienie liści.
Koale czerpią wodę z liści eukaliptusa i nie muszą schodzić do żadnego wodopoju, poza okresami wielkiej suszy. W języku Aborygenów nazwa koala znaczy „no drink”.
Wiek koali można poznać po ich uzębieniu, a ich linie papilarne są bardzo zbliżone do tych ludzkich (mają 2 kciuki i 2 palce w przednich łapkach). Koale raczej schodzą z jednego eukaliptusa by znaleźć innego z mało toksycznymi liśćmi (rozpoznają po zapachu i także po zapachu rozpoznają czy dane drzewo nie jest już zajęte przez jakiegoś pobratymca), jednak jeśli drzewa są w bliskiej odległości, koale potrafią na nie przeskoczyć.
Koale żyją 10-15 lat, ale aktualnie często krócej z uwagi na liczne zagrożenia ze strony człowieka; wycinane są całe lasy eukaliptusowe pod budownictwo (w niektórych stanach bardziej, w innych mniej chroni się wildlife), ludzie grodzą się metalowymi płotami, a nie drewnianymi, których koale nie potrafią pokonać próbując dojść do swojego eukaliptusa, zwierzęta domowe jak psy zagryzają koale, a samo szczekanie psa w bliskim kontakcie z koalą może wystraszyć koalę na śmierć. Do tego dochodzą jeszcze wypadki samochodowe.
W drodze do Sydney zatrzymaliśmy się w Koala Habitat, czyli miejscu gdzie można wypatrzyć koale w ich naturalnym środowisku, jednak nie zauważyliśmy ani jednego torbacza, za to zostaliśmy obsikani przez chmary cykad, które wydalają nadmiar wody z zebranego nektaru.


















Brisbane I 13-16.11.2024
Z dwugodzinnym opóźnieniem, czasem wykorzystanym na homeschooling, przylatujemy do kolejnego stanu- Queensland.
W Brisbane wypożyczamy samochód i ruszamy w odwiedziny do Oksany i Mikołaja. Kasia, Marcina siostra, zna się z Oksaną od podstawówki i zarekomendowała nas jako mało uciążliwą rodzinkę😉 Bardzo dziękujemy Kasiu😉
Oksana i Mikołaj mieszkają w uprzywilejowanym miejscu, gdzie zawsze świeci słońce, na przedmieściach Brisbane, na urokliwym cyplu, który Marcin zjeździł na rowerze Oksany. Chłopcy, choć najpierw przerażeni wielkością psa gospodarzy – Rexa, po kilku dniach oswajają się i po wyjeździe tęsknią za Reksiem.
Przejeżdżamy obok przepięknej mariny, zwiedzamy urokliwą zatokę i pier, dzieci kąpią się w lagunie i basenie, budują fortece na plaży, a Marcin trenuje pływanie, bieganie i rower.
Dowiadujemy się mnóstwo o rynku nieruchomości. Australijczycy nie przywiązują się do domu czy mieszkania, często zmieniają miejsce zamieszkania albo dzielnicę, z uwagi na pracę bądź zmianę trybu życia. Widzieliśmy w tym stanie całe osiedla wybudowane dla osób 50+, które chcą trochę zwolnić i żyć spokojniej rzut beretem od plaży. Wszędzie widać mnóstwo billbordów z domami na sprzedaż, rotacja jest duża. Oksana tłumaczyła nam na czym polega downsizing- zmiana lokum na mniejsze w miarę zmieniających się potrzeb. Ciekawym zjawiskiem i zarazem formą spędzania wolnego czasu jest oglądanie domów na sprzedaż, można to robić weekendowo dla funu i rozeznania w nieruchomościach w okolicy, nawet jeśli nie planuje się kupna.
Czas pod Brisbane upłynął nam spokojnie na spacerach, pogaduchach i kąpielach. Aż trudno było jechać dalej.










