Tongariro i Glowworms I 16-18.12.2024

Tongariro to najstarszy park narodowy w Nowej Zelandii, a trekking Tongariro  Alpine Crossing figuruje wysoko na liście miłośników natury. Trasa ta jest uznawana za jedną z najpiękniejszych na świecie.

Przygotowaliśmy się solidnie na tę trasę, łącznie z rozmową motywacyjną wygłoszoną dzieciom, które miały przejść 20 km po trudnym, górzystym terenie. Jednak zbyt mocny wiatr pokrzyżował nam plany. Firma transportowa odwołała nam podwózkę na początek trasy. Trasa została „zamknieta” – a dokładnie z uwagi na wiatr sięgający 90 km/h odradzono wyjścia na wszelkie odkryte szlaki przez najbliższe kilka dni.

Z bolącym sercem zrobiliśmy zamiast Alpine Crossing 12-kilometrowy trekking Tama Lakes- przed końcem zawróciliśmy gdyż szła ulewa. Nawet na tym trekkingu wiało niemiłosiernie i prawie nam zwiało dzieci.

W parku Tongariro kręcono wiele scen do „Władcy Pierścieni” jak i „Hobbita”, między innymi sceny z Mordoru.

Podjechaliśmy  na Mount Ruapehu – jeden z najaktywniejszych wulkanów na Ziemi, który wybuchał w 1861, 1895, 1903, 1945, 1969, 1971, 1975, 1988, 1995, 1996, 1997 i ostatnio w 2007 roku. W kraterze wulkanu znajduje się jezioro, które stale paruje i stąd nazwa maoryska tłumaczona jako „wybuchające jezioro”.  Zdziwiło nas, że na tym aktywnym wulkanie znajduje się ośrodek narciarski. Góra Ruapehu odegrała rolę samotnej góry w Hobbicie.

Pod wieczór dzieci wypatrzyły mini golfa przy pobliskim pubie więc zakończyły dzień jedną rozegraniem jednej partyjki.

Glowworms – Waitomo cave

Jaskinie ze świecącymi punkcikami, można zobaczyć tylko w Australii, Nowej Zelandii i ponoć w Ameryce Północnej więc nie mogliśmy ominąć tej atrakcji. Wybraliśmy najsłynniejsze miejsce w Nowej Zelandii do podglądania larw muchówki. Larwy te wystawiają taką długą lepiącą nitkę niczym pająk i aby zachęcić ofiarę do zbliżenia się, emitują niebieskie światło. Małe owady lecą do światła i łapią się w pułapkę z lepiącego sznurka.

Nasza wycieczka rozpoczęła się od zwiedzania piechotą jaskini; podziwiania stalaktytów, stalagmitów i kolumn oraz sprawdzania akustyki głównej komnaty poprzez chóralne śpiewanie „Jingle Bells” (święta za pasem). Następnie wsiedliśmy na pokład małej łódeczki i w całkowitej ciemności i ciszy podziwialiśmy tysiące niebieskich światełek nad naszymi głowami, które przypominałyby rozgwieżdżone niebo gdyby nie świadomość, że nad nami jest tysiące lepkich „języków” larw. Przeżycie jest niesamowite i aż żal, że nie można go uwiecznić krótkim video.

Posted on 2025/01/19, in Nowa Zelandia, Uncategorized and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Dodaj komentarz