Daily Archives: 2025/01/29
Bay of Islands: Kerikeri, Waitanga, Sylwester I 29.12.2024 – 3.01.2025
Pożegnaliśmy naszych gospodarzy dziękując im za tak smakowitą gościnę i ruszyliśmy w górę wyspy Północnej do zatoki wysp, czyli Bay of Islands.
Zamieszkaliśmy w urokliwym Kerikeri, gdzie naszymi gospodarzami byli emerytowany Nowozelandczyk oraz Angielka, która opuściła ojczyznę w pogoni za swoimi dziećmi, osiedlonymi na Antypodach.
Z kolei Nowozelandczycy emigrują w poszukiwaniu lepszego życia przede wszystkim do pobliskiej Australii oraz Stanów czy Kanady. Wielokrotnie słyszeliśmy, że po latach „overseas experience” Kiwi wracają do ojcowizny.
Ogród naszych gospodarzy rozpościerał się na kilku hektarach i był tak dopieszczony, że byliśmy pewni, że to zasługa profesjonalnego ogrodnika. Ogrodnikiem okazał się być sam właściciel. Na końcu ogrodu prowadziła wąska ścieżka do jego dzikiej części, miejsca, które przywodziło na myśl książkę Frances Burnett. Gospodarze poinformowali nas, że tam, w gęstym buszu, urzędują sobie kiwi. Ponadto płynie strumyk, a wokół niego można zobaczyć tysiące świecących robaczków (larw muchówki) – po prostu magiczne miejsce.
Gospodarze pożyczyli nam latarki z czerwonym światłem, z którymi każdej nocy chodziliśmy na poszukiwanie ptaków kiwi. Tylko Ignac miał na tyle szczęścia, że wypatrzył jednego nielota zanim zniknął w czeluściach nocy.
Jednego dnia wybraliśmy się do Waitangi, gdzie mogliśmy bliżej poznać historię Maorysów i ich burzliwej koegzystencji z Brytyjczykami, okupionej wieloma buntami i wojnami. Maorysi nigdy się nie poddali Brytyjczykom. Podpisali w 1840 roku traktat z Waitangi, który do dziś jest przedmiotem sporów gdyż tłumaczenie na maoryski nie oddaje treści w języku angielskim. Zgodnie z porozumieniem, Maorysi mieli przyjąć zwierzchnictwo Korony Brytyjskiej, przy zachowaniu swoich ziem. Traktat lepiej funkcjonował na papierze niż w rzeczywistości i biali osadnicy nielegalnie wykupywali maoryskie ziemie, co stało się podstawą kolejnych wojen.
Obejrzeliśmy również widowisko taneczne ze słynną haką, gdzie nawet język miał za zadanie przestraszyć wroga.
Dla nas Maorysi mają w sobie coś zawadiackiego, jakąś taką dzikość. Odbieraliśmy ich jakby byli na przeciwnym biegunie niż Aborygeni, którzy (mimo braku przystosowania do świata białego człowieka i czasem rozbojów, których byliśmy świadkami 13 lat temu jeżdżąc przez 2 miesiące po Australii), mieli w oczach łagodność i ufność dziecka.
Może przez tę dzikość i waleczność kolonializm dotknął ich mniej dotkliwie niż Aborygenów?
Kolejnego dnia popłynęliśmy promem do pierwszej stolicy Nowej Zelandii- Russell, tam miłą przechadzką dostaliśmy się na szczyt Te Maiki, gdzie wódz Maoryski kilkakrotnie niszczył brytyjską flagę, już po traktacie z Waitangi. Zwiedziliśmy też najstarszy chrześcijański kościół w Nowej Zelandii. W drodze do portu widok złapanego przez wędkarzy rekina przypomniał nam, że nowozelandzkie wody są przepiękne, jednak pełne bohaterów „Szczęk”, z których nikt nie robi tu wielkiego halo.
Sylwestra spędziliśmy w Paihia. Naszykowaliśmy przekąski i napoje (nie alkoholowe gdyż są surowe kary i wszędzie znaki alkohol-free zone) nastawiając się na dłuższe świętowanie. Okazało się jednak, że Nowozelandczycy nie są takimi piromanami jak Polacy i po 5-minutowym pokazie fajerwerków nad zatoką gapie grzecznie zaczęli się rozchodzić do domów, pilnowali przez szwadrony policji.


















