Daily Archives: 2025/01/30
Niespokojna północ I 3 – 5.01.2025
Naszym ostatnim celem na wyspie północnej było Cape Reigna.
I tu, na górze wyspy Północnej, spotkało nas kilka nieprzyjemności.
Tak naprawdę już od wysokości Rotorua przykuła naszą uwagę mnogość znaków przestrzegających przed zostawianiem czegokolwiek w aucie na widoku.
Jadąc z Puhoi do Bay of Islands, na jednej stacji benzynowej zaczepił nas niezbyt przyjaźnie wyglądający facet prosząc o pieniądze gdyż nie posiadał ponoć środków na benzynę, a musiał zawieźć żonę w ciąży do szpitala. Zerknęliśmy, że żona w ciąży wygląda identycznie jak pani z listy wywieszonej na stacji: „tych osób nie wpuszczamy”. Daliśmy kilka groszy by nas zostawił w spokoju.
Z kolei jadąc z Taipo na Cape Reigna jakiś szaleniec zaczął nas wyprzedzać i cisnąć po heblach, potem darł się w niebogłosy byśmy zjechali. Na chwilę zwolniliśmy by usłyszeć jak klnie, że to my zajechaliśmy mu drogę (co było dalekie od prawdy). Trzykrotnie nas wyprzedzał i próbował zmusić do zjechania na bok, prawie powodując wypadek. Jego wygląd budził wiele podejrzeń więc ostatnią rzeczą jaką byśmy zrobili było zatrzymanie się. Oglądałem kiedyś filmiki „road rage” – no to mieliśmy to na żywo.
Musimy dodać, że jest tylko jedna droga prowadząca na samą północ Nowej Zelandii, do Cape Reigna, która była opustoszała, a mijane senne miasteczka gdzie hulał wiatr, nie dawały gwarancji bezpieczeństwa.
Zrobiliśmy zdjęcia rejestracji oraz nagranie i zadzwoniliśmy na policję. Przeprowadzono z nami telefoniczny wywiad, wszystko trwało dość długo, a przez 20 km wariat siedział nam na ogonie, co jakiś czas trąbił czy też próbował wyprzedzać. Zlokalizowano nas i obiecano wezwać patrol. Gdy zawyła syrena wozu policyjnego (nie jesteśmy pewni czy to był ten nasz patrol czy jakaś inna policja), wariat zrezygnował z dalszej pogoni i zawrócił. Następnego dnia dzwoniliśmy na policję by się dowiedzieć czy z nim rozmawiano; przekazano nam jedynie, że zlokalizowano właściciela samochodu i podjęto z nim kontakt telefoniczny.
Zdaje nam się, że tu, na końcu świata, czuć nieco oddech byłych poszukiwaczy złota, może kryminalistów i akurat w tej części kraju nie czuliśmy się zbyt komfortowo, szczególnie, że podróżowaliśmy z dziećmi.
Cape Reinga
Dla nas koniec świata, koniec Nowej Zelandii, choć de facto to Surville Cliffs są jej najbardziej na północ wysuniętym lądowym punktem (nie licząc wyspy Nugent Island).
Tu, przy latarni morskiej (sterowanej zdalnie z oddalonej o 1000km stolicy), można zauważyć jak morze Tasmańskie spotyka się z Oceanem Spokojnym. Gołym okiem widać różne kolory wody, a przy sztormie granicę akwenów wyznaczają wysokie fale.
Miejsce to jest szczególnie ważne dla Maorysów, gdyż zgodnie z ich wierzeniami, to tutaj dusze zmarłych kończą ludzką wędrówkę, schodzą do podziemnego świata (reinga) ześlizgując się po korzeniach drzewa pohutukawa i dalej udają się do mitycznej krainy Hawaiki.
Pomyśleliśmy o wszystkich dobrych duszach, które znaliśmy i odprowadziliśmy je mentalnie do innego świata/wymiaru. Cape Reinga ma w sobie magię.
Kończąc przygodę na północy podjechaliśmy jeszcze do chrześcijańskiego domu pomocy społecznej, gdzie chłopcy oddali swoje bożonarodzeniowe prezenty dla biednych rodzin z Northland.








