Archiwa blogu

Witamy w Azji, Manila I 8-9.01.2025

Pierwszy dzień był szokiem dla dzieci gdyż do tej pory podróżowały głównie po bogatszych krajach. Tymczasem bieda w Manili wstrząsa człowiekiem od razu po opuszczeniu lotniska. My poczuliśmy się jak niegdyś w New Delhi, z tą różnicą, że w Delhi było jeszcze więcej bezdomnych i żebrzących osób.

Straszne dla duszy jest patrzenie na nierówności społeczne naszego świata. Mimo odwiedzenia większości krajów Azji Południowo-Wschodniej, przypływ smutku musiał u płci pięknej, czyli jednej czwartej z nas, mieć ujście w morzu łez. Po takim katharsis następnego dnia ruszyliśmy zwiedzać stolicę Filipin.

Najładniejsza część to starówka Intramuros, przypominająca, że przez 300 lat rządzili tu Hiszpanie. Pozostawili po sobie nie tylko wiele nazw ulic i placów, ale także mnóstwo imion i nazwisk. Również w języku filipińskim można doszukać się naleciałości z języka hiszpańskiego, m.in. w liczbach.

Ewidentnie budziliśmy sensację. Uśmiechali się do nas wszyscy i machali nam już z daleka. Nawet policja konna przybyła kłusem nas pozdrowić. Uznaliśmy, że żywią do nas takie ciepłe uczucia z uwagi na chłopców; Filipińczycy są bardzo rodzinni, wierzący i wręcz ubóstwiają dzieci. Później przekonaliśmy się, że nawet idąc bez dzieci wszyscy są dla nas bezinteresownie mili.

Pierwsza jazda tuktukiem kilkaset metrów pod prąd (bo tak szybciej było zrobić nawrotkę) dała dzieciom przedsmak jazdy bez trzymanki, niemożliwej na starym kontynencie. Adrenalina trzymała nas przez resztę podroży po pięknych Filipinach.

Brisbane I 13-16.11.2024

Z dwugodzinnym opóźnieniem, czasem wykorzystanym na homeschooling, przylatujemy do kolejnego stanu- Queensland.

W Brisbane wypożyczamy samochód i ruszamy w odwiedziny do Oksany i Mikołaja. Kasia, Marcina siostra, zna się z Oksaną od podstawówki i zarekomendowała nas jako mało uciążliwą rodzinkę😉 Bardzo dziękujemy Kasiu😉

Oksana i Mikołaj mieszkają w uprzywilejowanym miejscu, gdzie zawsze świeci słońce, na przedmieściach Brisbane, na urokliwym cyplu, który Marcin zjeździł na rowerze Oksany. Chłopcy, choć najpierw przerażeni wielkością psa gospodarzy – Rexa, po kilku dniach oswajają się i po wyjeździe tęsknią za Reksiem.

Przejeżdżamy obok przepięknej mariny, zwiedzamy urokliwą zatokę i pier, dzieci kąpią się w lagunie i basenie, budują fortece na plaży, a Marcin trenuje pływanie, bieganie i rower.

Dowiadujemy się mnóstwo o rynku nieruchomości. Australijczycy nie przywiązują się do domu czy mieszkania, często zmieniają miejsce zamieszkania albo dzielnicę, z uwagi na pracę bądź zmianę trybu życia. Widzieliśmy w tym stanie całe osiedla wybudowane dla osób 50+, które chcą trochę zwolnić i żyć spokojniej rzut beretem od plaży. Wszędzie widać mnóstwo billbordów z domami na sprzedaż, rotacja jest duża. Oksana tłumaczyła nam na czym polega downsizing- zmiana lokum na mniejsze w miarę zmieniających się potrzeb. Ciekawym zjawiskiem i zarazem formą spędzania wolnego czasu jest oglądanie domów na sprzedaż, można to robić weekendowo dla funu i rozeznania w nieruchomościach w okolicy, nawet jeśli nie planuje się kupna.

Czas pod Brisbane upłynął nam spokojnie na spacerach, pogaduchach i kąpielach. Aż trudno było jechać dalej.