Archiwa blogu

Gejzery i źródła geotermalne – Rotorua i Orakei Korako I 18-21.12.2024

Orakei Korako to urokliwie położony park geotermalny, aby do niego dotrzeć należy przepłynąć małym stateczkiem przez rzekę Waikato. Podziwiać można tam kilka gejzerów, kolorowe tarasy krzemionkowe, gorące źródła oraz baseny błotne widoczne na filmiku: https://youtu.be/2jGIfb6YNDU. W parku znajduje się jedna z niewielu jaskiń geotermalnych– jaskinia Ruatapu. Jedynie zapach w tym miejscu nie należy do najpiękniejszych

Rotorua to geotermalna stolica Nowej Zelandii, choć na stronie Orakei Korako to Orakei dzierży palmę pierszeństwa. Miasto leży nad jeziorem o tej samej nazwie, które mieści się w kalderze wulkanu (jak jezioro Taupo). Jest tu największa populacja Maorysów w Nowej Zelandii.

W pobliżu atrakcji geotermalnych i gejzerów śmierdzi zgniłym jajem, fachowa nomenklatura to zdaje się siarkowodór. W wielu miejscach parują też ulice, płoty, a często w ogródkach można dojrzeć źródła termalne, w których Maorysi gotują potrawy. Są to dziury z wrzącą wodą, do której wstawiają jedzenie w lnianych torbach i po 15 minutach obiad gotowy. Ten sposób nazywany jest kuchnią hangi i pochodzi z Polinezji. Mieliśmy okazję skosztować takiej potrawy w Taupo i nas nie oczarowała.

Zwiedzając park geotermalny Waiotapu Thermal Wonderland, gdzie można podziwiać gejzer Lady Knox oraz gorące źródla i bulgoczące błota przekonaliśmy się, że chłopcy mają już dosyć tych pachnących atrakcji i nawet przepiękny koloryt Champagne pool czy odblaskowa zieleń krateru Karikitea nie zdołały ich do siebie przekonać.

Przymusiliśmy ich jeszcze do zwiedzenia wioski maoryskiej Ohinemutu, gdzie siarkowodór bił z każdej posesji i to by było na tyle.

Spodobał im się za to czwartkowy street market, gdzie spotkaliśmy się z triatlonistami Agą i Piotrkiem. Serwowano tam potrawy z różnych zakątków świata, głównie z Azji. Z kuchni maoryskiej był do wyboru jedynie morski ślimak, na którego akurat nikt z nas nie miał ochoty. Czwartkowy market jest ponoć preludium do świętowania początku weekendu. W piątki w pracy już się raczej odpoczywa.

W Rotoura zaliczyliśmy jeszcze ludges – naszym zdaniem lepsze niż w Queenstown. 5 różnych tras do zjechania, każda zajmująca od 3 do 5 min ciągłem, szybkiej jazdy. Rewelka.

W dzień naszego wyjazdu pod Rotoura odbywały się zawody triathlonowe i biegowe o ładnie brzmiącej nazwie Suffer – https://www.suffer.co.nz/. Zawody startowały o 7 rano do tego zapowiadali burze…. a więc się zapisałem na półmaraton. Trasa prowadziła przez las i po górkach – typowy trail. Padało cały czas. Mimo, że zawody były po paru dni świętowania po połówce Ironmana, udało mi się załapać w pierwszej dziesiątce. Przed 10 rano byłem z powrotem w domu i mogłem przywitać wstającą rodzinkę.